Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Specjalny przypadek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Specjalny przypadek. Pokaż wszystkie posty

25 wrz 2018

Od Soren'a CD Yagen'a "Specjalny przypadek"


Widząc zdziwioną minę Yagena, mój wzrok powędrował za nim, chciałem się dowiedzieć, co znajduje się w kopercie, a przy okazji gapić się bezczelnie na wyspanego i promiennego.. em, zaraz.. może nie promiennego, bo się spóźnił, mężczyznę.
Wlepiając w niego me oczy, zacząłem odczuwać głód.
Odchyliłem się na krześle i przejechałem językiem po kłach, po czym chwyciłem się dłonią krawędzi biurka.
Cóż mój instynkt zaczyna szaleć, Yagen najwidoczniej nie był zachwycony po przeczytaniu listu, gdyż jego krew zaczęła płynąć szybciej, przez co wzmacniał on moje łaknienie.
Gdy ten odwrócił się w moją stronę, usłyszałem zdanie z jego ust.
- Idziesz jutro ze mną w teren..
Że przepraszam, kurwa co? Gdzie ja idę?
Teren zazwyczaj oznacza wielu rannych, krew. Tak to będzie mieszanka wybuchowa, ja, mój instynkt i duża ilość czerwonej cieczy. Na samą myśl cieknie mi ślinka.
Gdy ten chciał wrócić na zaplecze, usłyszałem tylko ciche słowo, ale musiałem zniknąć, bo Yagen by dobrze nie skończył.
Teleportowałem się na jakieś totalne wypizdowie. Nawet nie wiem czyj to teren, ale po prostu musiałem coś zjeść, a jak na razie krwisty stek mnie nie przekonał, a tym bardziej krew zwierzęca.
Nie myśląc długo, zaatakowałem jakiegoś przechodnia, niestety on jak na złość musiał się wiercić, kręcić i krzyczeć, choć jego krzyki nie trwały zbyt długo. Skręciwszy mu kark, umilkł, a ja w spokoju mogłem się napić. Gdy już zaspokoiłem głód, spojrzałem na siebie i zobaczyłem, że mam koszulkę we krwi, co mnie lekko podirytowało. Nienawidzę tych, co się kręcą. Oblizałem kły po uczcie, a następnie przeniosłem się do swojego pokoju. Muszę się przebrać, bo nie mam zamiaru wyglądać, jak bym zjadł pół wioski. Fakt, jedną rzecz stwierdzę od razu. Ten człowiek nie miał mojej ulubionej grupy krwi, ale wole to niż skrzywdzić przez głupi instynkt Yagena.

28 sie 2018

Od Yagen'a CD Soren'a "Specjalny przypadek"


Odłożyłem jedynie okulary na bok kompletnie nie zwracając uwagi na jego prośby. Ja? Połamany? Nigdy nie miałem zakwasów od spania w nie wygodnej pozycji bądź na nie wygodnym meblu...no... nie licząc krzesła w moim gabinecie lekarskim.
- Yagen no.... - Jęknął po raz kolejny dając sobie sprawę, że nie mam zamiaru się ruszyć ze swojego miejsca.
- Daj mi spokój już... - Westchnąłem zamykając oczy chcąc skorzystać z ostatnich godzin nocy na jakiś spokojniejszy sen. Może faktycznie przydałby mi się jakiś wypoczynek? Dzień w dzień jest tak samo. Wstaje wcześnie rano, idę do gabinetu, gdzie zajmuje się nierozważnymi pacjentami, a po pracy wracam z powrotem do pokoju, gdzie przygotowuje się przed snem. W nocy oczywiście się budzę i znów zasypiam, by wszystko zatoczyło koło i zaczęło się od początku. Potrzebowałem czegoś, co by zakłóciło tą przeklętą codzienną rutynę. W końcu ile można tak w kółko to samo robić?
Soren już mnie nie budził, więc ponowne zaśniecie było tylko kwestią czasu. Nic mnie już nie budziło, nie śniło, ani nie zakłócało mojego spoczynku. Jedynie co mi się nie zgadzało po obudzeniu się, to brak właściciela pokoju w którym się znajdowałem i ... na litość boską, czemu ja leżałem na jego łóżku, a nie na fotelu? Przecież to na nim zasypiałem...pamieć nie powinna mnie chyba mylić. Zmarszczyłem niezadowolony brwi i spojrzałem na zegarek stojący na szafce nocnej niedaleko mnie.
12.34 
Założyłem okulary próbując jeszcze raz przeczytać daną godzinę.
12.35

6 sie 2018

Od Soren'a CD Yagen'a "Specjalny przypadek"


Miałem serdecznie dość tego dnia, przez co mój organizm był wykończony. Leżąc tak na łóżku myślałem o tym co się stało, chciałem o tym wszystkim zapomnieć, gdyż nie było mi to na rękę. Nie chciał bym być zamordowany przez jakiś idiotów. Choć ja sam wtedy nie myślałem o tym, że są kamery. Wkurwia mnie powoli ten projekt. Wymordował bym tutaj prawie wszystkich. Oni są wkurwiający i nudni za razem. Kilka minut później mój organizm miał dość mojego pierdolenia, więc zasnąłem. W tych godzinach mózg stwierdził, że będą mi się śniły jakieś głupie sny, oraz ma wyimaginowana przyszłość z drugą połówką, której twarzy nie znam, gdyż w każdym śnie druga osoba jest zamazana..
Obudziłem się lekko przerażony, gdyż widziałem własną śmierć poprzez urwanie mi głowy. Nikt nie chce być świadkiem takich rzeczy, nikt. 
Spojrzałem na zegarek i zauważyłem, że jest już druga trzydzieści dwie. Cóż tyle z mojego spania. Przetarłem dłonią twarz i ruszyłem w stronę łazienki aby pozbyć się potu z ciała biorąc chłodny prysznic. Po drodze zgarnąłem czarne jeansy i czystą bieliznę, aby się od razu przebrać, choć patrząc na temperaturę jaka panuje w pokoju zrezygnowałem z koszulki.
Wracając z małego pomieszczenia po jakiś dziesięciu minutach, usiadłem na łóżku i spojrzałem na śpiącego Yagena. Cóż, chyba nie będzie rano zadowolony z tego, że go kości bolą. Cóż, wybrał sobie fotel a miał do wyboru łóżko, przecież sam bym się na nim przespał. Nie śpię nawet długo, więc bym nie zwrócił uwagi na bolące kości. Patrząc na niego było mi go cholernie szkoda. Mogłem mu od razu wybić pomysł ze spaniem na fotelu. Obserwowałem go uważnie. Tak, Yagen mi się cholernie podoba. Jest upierdliwi, ale za razem stanowczy jak i przystojny. Rozmyślając chwilę o różnych bzdetach usłyszałem jakiś pomruk, a później coraz głośniejsze słowa wydobywające się z ust Yagena, następnie ten zaczął krzyczeć i miotać się na meblu. Kurczę, nie chcę aby się poobijał. 
- Yagen - wstałem i ukucnąłem przy nim, patrząc na niego, a za razem próbując go uspokoić. - Yagen, co się dzieje? - zapytałem głośniej, a ten się obudził. Mężczyzna był nie obecny, patrzył w jedno miejsce oraz oddychał ciężko. Na moje oko był wystraszony więc zaciskał coraz mocniej dłoń na podłokietniku. 
On oczywiście wyminął moje pytanie. Czyżby mnie ignorował? Może che unikać, ma mnie dość? Z resztą kto by nie miał. 
- Yagen, posłuchaj, to był tylko sen, to się nie stało ponownie.. - położyłem dłoń na jego, licząc na to, że nie dostanę w twarz za ten czyn. 
- T...to nic....naprawdę... Jestem przyzwyczajony - powoli przetarł oczy, prawdopodobnie starając się wymazać to wszystko z myśli - Nie przejmuj się mną. 
- Jak mam się nie przejmować, jak ćwiczysz tutaj jakieś nowe sztuki walki wraz z krzykiem, podczas koszmaru? Połóż się może na łóżko, co? Ja usiądę na fotelu, bo tak czy inaczej się wyspałem...- na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, przez co moja dłoń powędrowała w stronę jego włosów, które właśnie zaczęły opadając na twarz. 
- Wracam do siebie.... To będzie lepszy wybór - po tych słowach mężczyzna delikatnie odepchnął moją dłoń, później wstał chwiejąc się, przy okazji wyminął mnie. 
Czy ja znowu coś zjebałem? Czy to wszystko ma jakiś jeszcze głębszy sens? Czy mam się dalej za nim uganiać? 
Te pytania pojawiały się coraz częściej w mojej głowie. 
- Yagen, chcesz wyjść o trzeciej w nocy na korytarz, aby spotkać jakiegoś wygłodniałego wampira? 
- A ty nie jesteś głodnym wampirem w zamkniętym pomieszczeniu? - po tych słowach uniósł jedną brew i lustrował mnie uważnie swym przenikliwym spojrzeniem. 
- Wampirem owszem, ale głodny nie jestem, przynajmniej nie teraz. Jak bym chciał, to użył bym mocy aby przenieś się i coś zjeść poza projektem. 
- Po tym wszystkim bym ci nie radził. Będą cię teraz obserwować, a ja mogę nie dać rady uratować twojego nie ogarniętego tyłu. Nawet bym tego nie chciał.. - po tych słowach ruszył ponownie w stronę nie wygodnego mebla i ułożył się na nim. 
- Yagen, przejdź na łóżko, ja już nie będę spał, więc posiedzę, a ty odpocznij, bo jesteś zmęczony, widać to po tobie, a w pracy lepiej abyś był wypoczęty. Proszę, zrób to dla siebie, bo spałeś smacznie na tym fotelu do momentu koszmaru.. ale po co masz być połamany?

31 lip 2018

Od Yagen'a CD Soren'a "Specjalny przypadek"


Zawsze szanowałem te chwile, w których raz na jakiś czas mogłem się w spokoju położyć i w końcu odpocząć... nie chodziło mi o pogrążenie się w krainie "miłych" snów... chodzi o ogół. Ta chwila, gdy możesz się położyć na łóżku, przy zapalonej lampie i z ulubioną książką przed oczami. Nie chcesz by ktoś ci ją przerywał, a tym bardziej jakiś gość z działu ochrony, który mówi, że ktoś pod moim nadzorem (nie żebym się o to prosił) wpadł w jakieś kłopoty. No co ja mu do cholery mówiłem? Mógł chociaż nie ujawniać tego, że kogoś zabił... a tym bardziej w projekcie. Skrzyżowałem ręce na piersi obserwując uważnie całe to debilne zgromadzenie i ich wymianę zdań. Czasami mam wrażenie, że niektórzy ludzie i wampiry to po prostu oddzielna wspólna rasa pod dobrze znaną nazwą Debili. 
- Yagen - Poczułem na sobie spojrzenie białowłosego. Bał się? A to ci nowość... wcześniej tak skakał, a teraz stał się potulny jak baranek. Śmierć w końcu do niego dotarła? - Wierzysz mi czy w ich bajki? Mam zginąć, a ty poniesiesz też konsekwencje? Czy masz pomysł jak to racjonalnie wyjaśnić...
- Kamery - Westchnąłem zrezygnowany. Strażnicy chyba zbytnio nie ogarnęli o co mi chodzi, gdyż spojrzeli po sobie - Czy wy do cholery nie rozumiecie słowa monitoring? Sprawdźcie go zanim kogoś bezpodstawnie oskarżacie bando ułomów! - Nie mogłem potrzymać mojego podniesionego głosu. Traciłem przez to wszystko czas, jak i nerwy. Chciałem jak najszybciej wrócić do pokoju i po prostu pójść spać, by rano zacząć wszystko od początku... bez żądnych nieprzyjemnych wydarzeń. 
Strażnicy chyba zszokowani moim rozkazem szybko zabrali się za przeszukiwanie nagrań. Czy oni serio tak bardzo chcieli udupić Sorena? W sumie nie zdziwiłbym się... 
- Wiec? - Stanąłem za nimi uważnie ich obserwując. poprawiłem na dodatek okulary, gdy jeden z nich podejrzanie drgnął. Banda debili - Uznam ten odruch za odpowiedź. Zgłoszę cały incydent jutro z samego rana do Ivana, by on się wami zajął. Nie zapominajcie do cholery gdzie jesteście... mamy tu żyć w pokoju z wampirami, a nie szukać winy u tego, który ma najwyższą rangę. 
- Sam skakał nam do gardeł. To była sa.... - Nie dałem mu dokończyć, gdyż w tym samym czasie jego nos spotkał się z czubkiem mojego noża. Grożenie im to ni był dobry pomysł, ale ich gadanie mnie już męczyło 
- Jeśli chcecie mieć języki i struny głosowe to radzę wam się zamknąć. To ON się bronił przed waszymi głupimi oskarżeniami. Koniec tematu.... rozejść się! - Schowałem z powrotem ostrze na swoje miejsce i wyszedłem z pomieszczenia na do widzenia trzaskając drzwiami. Dość tego... moja tolerancja na takie głupoty została już dawno przekroczona i tylko ta beznadziejna sytuacja ratowała ich przed poparzeniami 3 stopnia, a następnie przed wizytą w moim gabinecie. I tak porozmawiam sobie jutro z szefem, bo takich idiotów w tym projekcie dawno nie widziałem. Co to za ludzie, którzy tu należą i od razu szukają winy w wampirze klasy A+ ? Wiem, że są tutaj inni z wyższą rangą, a jakoś ich się nie czepiali. A tak... przyniósł zwłoki... wielkie mi coś. Lepiej by on jest przyniósł niż leżały na tym korytarzu, by ktoś inny je znalazł.... wtedy nie byłoby za miło. 
- Yagen! - Usłyszałem za sobą znany mi głos, którego nie chciałem już dzisiaj słyszeć, a tym bardziej widzieć twarzy tego osobnika. Mimo to zatrzymałem się spoglądając na niego przez ramię z czystą rządzą mordu. 
- Czego znowu chcesz? - Syknąłem dając mu jasno do zrozumienia, że chce mieć spokój, a on mi go właśnie zabiera. 
- Miałem dać ci spokój, po wyjściu od ciebie, ale trafiłem na to ciało, ja nic nie zrobiłem - Westchnął cicho patrząc na mnie przepraszająco. Serio się bał tego , że będę na niego wściekły? Jest to raczej nie możliwe.... 
- Wiem przecież o tym. Monitoring wszystko zdradził. Tylko to uratowało ci dupę - Syknąłem odwracając z powrotem wzrok u powoli obrałem kurs do swojego pokoju. Moje łóżko wzywa. 
- Przepraszam, za to, że cię wezwali..... - Ponownie się zatrzymałem by uważnie zlustrować go spojrzeniem. On naprawdę przepraszam? Co się stało... To serio robiło się dziwne i podejrzane. Może oni podali mu jakiś specyfik wywołujący skruchę? O ile takie coś istnieje. 
- Wracaj do siebie - Mruknąłem już spokojniej obierając kurs do jego pokoju. Wolałem go przypilnować, choć wątpię, że miał zamiar się stąd jeszcze wymykać na polowanie po tym wszystkim. Mimo to... coś nakazywało mi poczekać w jego pokoju aż nie zaśnie. 
- Idę... może choć trochę się prześpię 
- To dobry pomysł .... - Wszedłem z nim do jego mieszkania i zająłem miejsca na fotelu. Czułem an sobie jego pytający wzrok... no bo po co tu przylazłem? 
- Zanim cokolwiek powiesz. Po prostu chce mieć świadomość, że po prostu pójdziesz spać i nie wpakujesz się znowu w jakiś głupi incydent. 
- Nie mów, ze zamierzasz tutaj spać.... 
- Nie zamierzam - Zmarszczyłem nieco broi na ten niedorzeczny pomysł. Nie dość że sam mam problemy ze snem we własnym łóżku, to nie chce wiedzieć, co by się działo na fotelu w obecności wampira. Na te słowa Soren jedynie wywrócił oczami i położył się na swoje miejsce. Ja jedynie zdjąłem okulary, które zaczęły mnie przyprawiać o ból nasady nosa. Będę musiał je wymienić... ale to później. Kątem oka spojrzałem na białowłosego, który leżał obecnie odwrócony do mnie plecami i nawet nie drgnął . Zacząłem się nawet zastanawiać, czy jakoś w dziwnych okolicznościach nie umarł. Nie miałem jednak sił by nad tym rozmyślać, gdy oczy jak na złość zaczęły mi się same zamykać. Stres zaczął odpuszczać, a na dodatek Soren miał przyjemnie ciepło w pokoju... mieszanka zabójcza jak dla mnie. Nie dałem rady się oprzeć temu by na chwile nie przymknął oczu. 

<Soren? >

25 lip 2018

Od Soren'a CD Yagen'a "Specjalny przypadek"


Siedząc na łóżku uważnie śledziłem usta Yagena, z których wydobywał się piękny głos. Spijałem każde słowo, byłem zachłanny, chciałem aby mówił tak przez całą noc.
Gdy była połowa historii, coś zaczęło mi nie pasować, ona miała być o wampirze.. na dodatek niegrzecznym, a wydaje mi się, że popłynął trochę i zaczął opowiadać coś czego nie chciał.
Po krótkiej chwili od skończenia historii, zabrał okulary wychodząc z pomieszczenia, a ja siedziałem na łóżku i nie wiedziałem co mam zrobić. Coś mnie powstrzymywało. Chciałem za nim iść, ale wiedziałem, że wychodząc pójdę jeszcze zapolować, nie chcę sprowadzić na niego kłopotów.
Schowałem twarz w dłonie i siedziałem tak dobre pięć minut, póki mnie coś nie tknęło.
Ruszyłem pod prysznic, myśląc czy to na pewno dobry pomysł. Chłodne krople spływały po moim nagim ciele, uspakajając mnie, chciałem aby to trwało jak najdłużej, ale przecież, nie jestem aż tak brudny aby tutaj siedzieć trzy godziny.
Wyszedłem, wytarłem się dokładnie i ubrałem dresy, które służą mi do spania. Wole spać w bokserkach, ale nie dziś.
Wzdychając ciężko, skupiłem się aby dostać się w miejsce gdzie jest aktualnie Yagen.
Po krótkiej chwili wylądowałem w jego pokoju, a on był raczej w łazience, gdyż słyszałem jak krople wody uderzają o podłoże.
Usiadłem grzecznie w fotelu i zastanawiałem się, co ja mu powiem jak wyjdzie.
Po dłuższej chwili usłyszałem jak dłoń chłopaka dotyka klamki, a on sam wychodzi z łazienki w samym ręczniku.
- Co ty tutaj robisz?! - to była jego pierwsza reakcja, na to, że tutaj siedzę.
- Chcę przeprosić, po prostu głupio mi się zrobiło. Mogłem nie mówić o durnych bajkach, pogrzało mnie trochę - jego wzrok badał mnie, czułem to na sobie, cholernie miłe uczucie.. - Wiem, że bajka miała być o wampirze, ale domyślam się, że to co mówiłeś dotyczyło twojej rodziny, prawda?
On milczał, choć widziałem, że zastanawiał się nad tym co ma powiedzieć. Szczerze? Nie musiał nic mówić, wtedy bym miał pewność, że właśnie o to chodziło.
- Wyjdź stąd - usłyszałem po dłuższym czasie.
- Yagen, chcę jakoś pomóc..
- Pomożesz jak stąd wyjdziesz, natychmiast! - krzyknął choć na jego twarzy bardziej zauważyłem rozpacz czy też bitwę o to co ma powiedzieć. Najwidoczniej była to najbezpieczniejsza droga. Cóż nie miałem wyjścia, wyszedłem drzwiami jak cywilizowany wampir i pierwsze co poczułem na korytarzu to krew. Zapach musiał nieść się już dłuższy czas, bo nie był aż tak intensywny.
Cholera, trzeba było się durniu teleportować. Ruszyłem za tym cudnym zapachem, który drażnił moje nozdrza i po dłuższym czasie dotarłem do miejsca skąd dochodził ten cudny zapach. Moim oczom ukazał się obraz, którego nie chciałbym widzieć w tym momencie. Przede mną leżał chłopczyk, mający mniej więcej dwanaście lat, któremu brakowało dolnej połowy ciała. Ja jednak bardziej skupiłem się na wampirze, który pożywiał się krwią rozszarpanego dziecka. Nie powiem, że nie chciałbym być na jego miejscu. Musiałem się powstrzymać, Yagen nie może mieć przeze mnie kłopotów. Wampir gdy tylko mnie zauważył, wziął nogi za pas i tyle go widziałem. Cholera.. 
Nikt raczej nie chce oglądać martwego dziecka na korytarzu, więc wziąłem jego ciało na ręce i ruszyłem w miejsce gdzie składowane są zwłoki. Pech mnie prześladuje, gdyż chcąc wejść do pomieszczenia zatrzymali mnie i stwierdzili, że to ja zrobiłem to temu chłopczykowi, gdyż byłem cały we krwi. No kurwa nie pojmuję tych ludzi.
Mężczyźni zabrali ode mnie ciało, po czym ruszyli ze mną do swojej kwatery aby wszystko wyjaśnić. Świetnie, nie chciałem robić Yagenowi problemów, a teraz wjebałem się w jakieś bagno, które będzie się za mną ciągnąć.
***
- Mówię wam po raz dziesiąty, ja tego nie zrobiłem... wyszedłem z pokoju i po prostu ruszyłem za zapachem krwi - miałem dość siedzę tutaj od jakiś dwudziestu minut i tłumaczę tym baranom, że byłem grzeczny.
- Ciekawe, wymyślaj kłamstwa dalej, jesteś wampirem z poziomu A+, na dodatek masz nadzór, który również poniesie konsekwencje. 
- Ja pierdole, rozmawiam z rozumnymi istotami, czy z debilami?! - krzyknąłem za co oberwałem w twarz. Jebane gnoje.. 
Po niedługim czasie usłyszałem jak ktoś kładzie dłoń na klamce, nie musiałem się nawet odwracać, aby wiedzieć, że wszedł to zmęczony Yagen i stanął w bezruchu.
- Posiadasz nadzór nad nim, prawda? - zapytał jeden z mężczyzn.
- Tak, o co chodzi?
- O morderstwo.. zabił chłopca tylko dlatego, że był głodny.
- Nic takiego cholera nie zrobiłem! Nie chcę mu robić problemów, zrozumcie to w końcu, to był ktoś inny, ja chciałem tylko odnieść ciało..
- Kłam dalej, a zginiesz szybciej niż myślisz.
- Nie kłamię! - wstałem szybko łapiąc mężczyznę za kołnierzyk i podniosłem do góry, przyduszając go do ściany. - Nic takiego nie zrobiłem, zrozumiesz to w końcu?! - drugi z mężczyzn odciągnął mnie i ponownie usadził na krześle.
- Cóż, czeka cię śmierć, chcesz coś powiedzieć, przed tym?
- Yagen - spojrzałem na niego błagalnie aby coś zrobił, gdyż sam byłem przerażony tym co się dzieje. - Wierzysz mi czy w ich bajki? Mam zginąć, a ty poniesiesz też konsekwencje? Czy masz pomysł jak to racjonalnie wyjaśnić...

6 lip 2018

Od Yagen'a CD Soren'a "Specjalny przypadek"


 - Może tak może nie.. a może cię okłamię i pójdę na łowy? Chcesz mnie opuścić wcześniej? Nie ma sprawy, ale nie dotrzymuje słowa, że zaraz stąd nie wyjdę, więc może zostaniesz? Upewnisz się czy w ogóle śpię czy nie uciekam, co ty na to? - Białowłosy wampir usiadł na łóżko nadal nie spuszczając ze mnie wzroku. Drwił ze mnie... bawił się tym moim przeklętym przeczuciem, że pójdzie kogoś zabić, a ja nie mogłem nic z tym zrobić. Zakląłem cicho w myślach, ale ... podjąłem jego grę. 
- Dobra. Skoro tak bardzo chcesz, bym cie przypilnował do snu jak małe dziecko to nie ma problemu. Może jeszcze bajeczkę na dobranoc opowiedzieć? O małym wampirze, który był wyjątkowo niegrzeczny i spotkała go za to kara? - Usiadłem na krześle zakładając nogę na nogę. Skoro tak bardzo chce bym został to nie am problemu. Śmieszne by było jednak, gdyby dążył do odwrotnego skutku. Ale cóż. Ja mu nie popuszczę nawet, gdybym musiał z nim spać w jednym pokoju, jak nie łóżku... choć tego ostatniego wolałbym uniknąć. Nie chce wiedzieć do czego on jest zdolny. 
- Ta bajka może być bardzo interesująca, patrząc na tego co będzie ją opowiadać. - Soren po tych słowach zaczął zdejmować koszulkę, którą rzucił niedaleko szafy, po czym uśmiechnął się do mnie jakby był niewinnym aniołkiem... tia... prędzej demon odziany w anielską skórę. 
- Prawie półwieczny dzieciak się z znalazł. No świetnie - Syknąłem przybierając nieco wygodniejszą pozycję. Przewiesiłem nogi przez jeden podłokietnik, a o drugi oparłem się plecami. Czułem, że nieco tu jednak posiedzę... a o dziwo ten fotel nie był wcale tak niewygodny na jaki się zdawał. W sumie, to był lepszy niż moje krzesło w gabinecie. 
- Wiesz jak ci się coś nie podoba, to możesz wyjść, ale nie gwarantuje, że zaraz po tobie nie wyjdę i nie pójdę polować. A ty raczej nie chcesz mieć problemów, prawda? - Uniósł lekko brew. Mówiłem... diabeł , a nie anioł. Przewróciłem oczami już nieco znudzony tą grą. 
- Nie mówiłem ci że wyjdę. Po prostu opisałem twoją upartą osobowość - Zdjąłem okulary, które po chwili odłożyłem na szafeczkę obok jego łóżka. Przeczesałem również włosy dłonią, gdyż zaczęły wchodzić mi do oczu. Może powinienem w końcu zainwestować w jakąś spinkę? Nie... Może jednak się przemęczę do wizyty u fryzjera. 
- Doskonale wiem jaką ją mam, nie musisz jej opisywać - Dostrzegłem kątem oka, ze zagryzł wargę. Nie... Soren bądź jednak choć trochę ogarnięty i nie myśl, że dam ci odrobinę swojej krwi. Prędzej ci wypruje wszystkie organy nim zdążysz wbić we mnie te małe igły. 
- Dobra... chcesz tą bajkę na dobranoc, czy wolisz nadal się ze mną droczyć? Albo wróć... nie było pytania - Szybko się wycofałem widząc jego podejrzany uśmiech. - Siedź cicho i słuchaj. Jak przerwiesz , dostaniesz ognikiem. Jasne? - Zgromiłem go spojrzeniem, na co jedynie wzruszył obojętnie ramionami. No co za pijawka....
~~~*~~~
Mały cień o ciemnych, wręcz czarnych niczym węgiel włosach przemykał się przez ulicę opustoszałego miasta. W dłoniach trzymał kurczowo papierową torbę z rzeczami potrzebnymi dla swojego rodzeństwa. Chciał jakoś pomóc starszemu bratu, który jak zwykle wszystkim się zajmował - pomagał w trudnych chwilach,z dobywał jedzenie, czy też lekarstwa w razie potrzebny. Brunet nie mógł wiecznie stać bezczynnie, więc w miarę możliwości starał się ułatwić mu to wszystko, choć czasem więcej psuł, niż pomagał. 
Przebył kolejne metry uważnie się rozglądając. Nie chciał zdradzać nikomu ich kryjówki... wrogowie w końcu nie pogardziliby łatwemu celowi. Mogli ich z łatwością zabić, bo w końcu co im zrobią jakieś dzieci i jeden prawie dorosły facet. No nic. 
- Ichigonii-san? - Zawołał niemal szeptem wkraczając do piwnicy jednego z w połowie zburzonych budynków. Zacisnął mocniej ręce na paczuszce , którą po chwili odłożył próbując przesunął głaz zasłaniający wejście do kryjówki jego rodziny. Jego wątłe ręce nie dawały jednak rady na choćby drgniecie przeszkody, więc musiał czekać, aż jego starszy brat przyjdzie mu pomóc...znowu.
- Podaj hasło - Za kamienia wydobył się dobrze znany mu głos. Na jego delikatnych ustach szybko pojawił się szeroki uśmiech odsłaniający ząbki. 
- Kaze no uta - Wypowiedział nieco rozbawiony hasło, które tak naprawdę było tytułem jednej z ulubionej piosenki całego jego rodzeństwa. Głaz przesunął się z cichym syknięciem chłopaka, który musiał go ruszyć. - Ichigonii-san... jak się czuje Shinano? - Zapytał szybko przeciskając się obok niebiesko włosego, by dotrzeć do głównego pokoju. 
- Jest mu lepiej. To tylko zwykłe przeziębienie - Wcześniej wspomniany Ichigo zasunął z powrotem kamień i dołączył do młodzieńca. - Ale z pewnością poprawi mu się po tych lekarstwach. 
- Mam nadzieje - Brunet uśmiechnął się pewien swoich zdolności medycznych i podszedł do leżącego na łóżku młodszego brata. Po chwili wokół niego znalazła się również pozostała gromadka braci, wiec miał przynajmniej widowisko. Cały zabieg nie był skomplikowany... wystarczyło jedynie podać chłopcu lekarstwa i tyle. Niby nic trudnego, lecz młody lekarz ukrył jeden fakt. Ichigo podał mu wcześniej adres zaufanego źródła do którego miał się udać, jednak ten stwierdził, że poszuka wszystko na własną rękę. Liczył się w końcu czas, a tamta placówka była zdecydowanie za daleko i sama podróż zajęła mu by nie mniej  niż jeden dzień. Nie dbał o to, czy ściągnie na siebie przez to kłopoty. Gdyby mieli złe zamiary, to zabiliby go od razu, a nie dawali lekarstwa.
~~~*~~~
-Więc kto by się spodziewał ataku ? Jego brat zawsze mu powtarzał, by nie ryzykował, by nie próbował zrobić wszystkiego samemu, bo nie zawsze wyjdzie to an dobre. Więc teraz musiał patrzeć, jak jego ukochana rodzina musi się rozejść, by ratować swoje życie. Czy przeżyli? Nie miał pojęcia. - Z każdym kolejnym słowem, czułem, jak powoli ściszałem głos. Jakim sposobem przeszedłem na historię o mojej rodzinie? To na pewno przez zmęczenie. Zamilkłem jednocześnie rozmyślając o tym czy nie powiedziałem za dużo. Może się nie domyśl ... oby. Wstałem bez słowa zabierając okulary i opuściłem jego pokój uznając, że mam gdzieś to, czy wyjdzie czy nie. Nie miałem ochoty na jakiekolwiek towarzystwo, a tym bardziej jakiegoś wampira.

< Soren? Mówiłam, że nie umiem.... Zgubiłam wątek po połowie >





27 cze 2018

Od Soren'a CD Yagen'a "Specjalny przypadek"


   Siedząc przy biurku, skupiłem wzrok na Yagenie, który właśnie opieprzał jakiegoś dzieciaka. Cóż, fascynuje mnie ten człowiek. Nie umiem go zrozumieć, gdyż jego charakter jest dość specyficzny. Dzisiejszy przykład.. był miły dla tego chłopca, jeszcze mu lizaka dał, a teraz? Jest zły, oczywiście do jasnej cholery na mnie. Cóż mogę poradzić? Jestem jaki jestem, choć fakt, ja też mógłbym być trochę milszy dla niego i nie sprawiać problemów, ale nie umiem. Zawsze je sprawiałem i zawsze to będę robić. Wgapiając się na wypięty tyłek mojego "opiekuna", zapomniałem się trochę, gdyż pijąc ten cudowny napój zwany krwią Yagena, nadgryzłem szklankę.
 - Kurwa.. - warczę pod nosem zastanawiając się co ja właśnie zrobiłem z głupiego zagapienia się na jego tyłek! Ja pierdole Soren zboczeńcu jebany...
 - Nie psuj mi szklanek - syknął spoglądając podejrzliwie na mnie przez ramię.
   Mam nadzieje, że się nie zorientuje, gdzie był mój wzrok przez ten cały czas. Nie chcę go zniechęcić do siebie, chciałbym aby choć na chwile spojrzał na mnie tak, jak ja na niego przez większość czasu gdy ten nie patrzy. Umiejętnym ruchem, wyciągnąłem sobie kawałek szkła z buzi, aby się nie pokaleczyć.
 - Wybacz, najwidoczniej była jakaś felerna, ja tylko z niej piłem - rzekłem odwracając wzrok i odkładając ją na biurko. Na całe szczęście ułamała się dość wysoko, a w szklance było mniej cieczy więc nic nie wyleciało. Szkoda by było marnować tak drogocenny napój.
 - Jasne, felerna. Jeszcze czego? - warczy choć nic złego jeszcze nie powiedziałem.
*
   Przez większość czasu uzupełniałem rejestr, który był nudny jak flaki z olejem. Zjawiło się tutaj paru gagatków, co chcieli jeść to co nie mogą. Był nawet taki co robił sobie krwisty stek ale zamiast krwistego wyszła mu podeszwa od buta. Oczywiście jegomość musiał to zjeść więc przyszedł do mnie z bólem żołądka. Idioci. Dlaczego przebywam między idiotami? Pod koniec mojej jakże zacnej pracy przyszła mała wampirza dziewczynka, która narzekała na ból zęba. Eh Soren, że ci przyszło bawić się w dentystę..
 - Dzi.. dzień dobry - powiedziała cicho podchodząc do mnie nieufnie. Nikt mi nie ufa, szczególnie Yagen, czy rada wampirów. Miałem tam zasiąść, ale zabiłem jednego z nich i od tamtej pory mnie ścigają, co ja mam począć?
 - Hey, mała co się dzieje? - uśmiechnąłem się do niej przyjaźnie.
 - Boli mnie ząb - rzekła smutno patrząc w podłogę.
 - Uśmiechnij się i usiądź na kozetce zaraz coś na to poradzimy - dziewczynka nieufnie usiadła na wskazane przeze mnie miejsce, a ja w tym czasie wciągnąłem rękawiczki, które były ślicznego czarnego koloru i usiadłem na przeciwko niej.
 - Który cię ząbek boli?
 - Lewy kieł - mówi cicho.
 - Pokażesz mi ładnie ząbki? - mała pokręciła tylko głową. Nienawidzę dzieci, zawsze są upierdliwe jak skurwysyn.
 - Eh.. jak masz na imię?
 - Diana - powiedziała lekko się uśmiechając.
 - Ja jestem Soren i zobaczę tylko co się dzieje z tym cennym zębem, w ogóle słyszałaś, że istnieje wróżka, która za zęby przynosi słodycze i leki na późniejszy ból brzucha? - zapytałem małą. Coż kiedyś mi tak wmawiano, może zadziała.
 - Na prawdę?
 - Oczywiście, to jak, uśmiechniesz się pokazując ząbki?
 - No dobrze - w końcu wykonała moje polecenie, a ja w sumie tylko lekko ruszyłem jej ząb, który został mi w dłoni.
 - No popatrz, to chyba twoje, teraz możesz iść powiedzieć rodzicom, że ząb ci wypadł i włożysz go pod poduszkę, ale przed tym ja będę taką wróżką tutaj, więc proszę - podałem jej małego batonika i lek na brzuch. - Jak zjesz słodycz, to weź to, dobrze?
 - Dobrze, dziękuję - dziewczynka rzuciła mi się na szyję. Błagam weźcie ją... przytuliłem ją przez chwilę po czym wróciłem do uzupełnienia jej karty, wyrzucając uprzednio zużytą parę rękawiczek.
 - Nie widziałeś nigdy dentysty, sadysty? - uniosłem brew nie odrywając wzroku od kartki, gdyż czułem, że gapił się bezczelnie na mnie.
   Yagen milczał, czyżbym znów zaminusował i podpadł mu?
   Odwieszając kitel ruszyłem w stronę wyjścia z gabinetu. Czas pracy się skończył, czas zapolować. Na tę myśl przejeżdżam językiem po zębach, ale od razu usłyszałem jego chrząknięcie. Skandal kurwa..
 - Sory Yagen, ale jestem głodny - po wymówieniu tych słów teleportowałem się do lasu w poszukiwaniu jakiejś potencjalnej ofiary. Przechodziła akurat garstka osób, widać było, że świetnie się bawią więc ruszyłem za nimi.
 - Cóż to za szampańska zabawa? - mówię podchodząc bliżej.
 - Urodziny, może się przyłączysz? - są pijani, może nic nie zapamiętają.
 - Rodzice nie mówili, że nie chodzi się po lesie, bo grasuje tutaj wiele niebezpieczeństw?
 - Co masz niby na.myśli? Jakiś wampir słabego stopnia nie jest nam groźny.
 - A co powiecie na wampira, z kategorii, spierdalaj bo zginiesz? - mówiąc te słowa podchodzę bliżej.
 - To.. to Zero? - ktoś mnie rozpoznał no proszę..
 - Widzę, że potencjalna ofiara zna się na rzeczy.. - uśmiecham się szykując do ataku, lecz zauważam koło siebie ogniki. Nie kurwa, spierdalaj! Nie teraz!
 - Soren wynoś się stąd.. - słyszę jego wkurwiony głos, przez co idę w jego stronę strzelając mu z barku.
 - Jestem u siebie w takim razie.. - po tych słowach znikam.
   Nienawidzę tego jebanego daru. Jak na złość wylądowałem na komodzie, więc schodząc z niej pozbywam się koszulki oraz butów, a następnie opadam na łóżko. Nie mija dużo czasu i słyszę walenie do drzwi.
 - Otwarte.. - rzekłem wywracając oczami.
 - Nie mam zamiaru być karany, więc do jasnej cholery opanuj się!
 - Może.. ale co ci to da.. i tak nie dotrzymujesz mi kroku, może już dawno skręciłem kark jakiemuś dzieciakowi?
 - Jesteś nienormalny.
 - Dziwne, jam bym był..
 - Teraz planujesz tutaj zostać?
 - Może tak może nie.. a może cię okłamię i pójdę na łowy? Chcesz mnie opuścić wcześniej? Nie ma sprawy, ale nie dotrzymuje słowa, że zaraz stąd nie wyjdę, więc może zostaniesz? Upewnisz się czy w ogóle śpię czy nie uciekam, co ty na to? - patrzę na niego z chytrym uśmiechem siadając na łóżku.

24 cze 2018

Od Yagen'a CD Soren'a "Specjalny Przypadek"

Nie dowierzałem w to, co się właśnie wydarzyło. Dlaczego....jest przecież tyle ludzi odpowiednich do tego, by go pilnować, ale nie...lepiej wybrać najbardziej zajętego człowieka w projekcie. To, że z nim pracuje nie oznacza, że mam czas go niańczyć przez cały ten czas. Mam swoich pacjentów na głowie, którzy mogą ucierpieć przez jego zamiłowanie do ludzkiej krwi. Wiedziałem, że moja wyjątkowo mu pasuje, lecz nie jestem w stanie mu jej dawać cały czas. To jest nie wykonalne.
- Zajmij się swoją robotą, a nie moją - Burknąłem wystarczająco cicho, by tylko białowłosy to usłyszał. Nie chciałem wystraszyć jeszcze bardziej tego chłopca, który właśnie wszedł do mojego gabinetu. Dzieciak miał może na oko dziesięć lat i trzymał się za krwawiący łokieć. Znając życie i takie przypadki, to najpewniej spiesząc się na śniadanie potknął się o coś i zarył o podłogę. Czemu te dzieciaki nie mogą chodzić spokojnie? To przecież nie jest takie trudne.
Westchnąłem zrezygnowany wspominając czasy, gdy opatrywałem swoje młodsze rodzeństwo. Wiedzieli, że przez chwile będę ich gromić spojrzeniem, by po chwili zająć się nimi z braterską miłością. Nic na to nie mogłem poradzić... Może i byli mali i nie poradni, ale ktoś musiał się nimi zająć.
Uśmiechnąłem się delikatnie do chłopczyka i obejrzałem zranione miejsce. Zwykłe przetarcie, choć krew tak czy siak była. Wziąłem z szafki wodę utlenioną, waciki i bandaż, a następnie zabrałem się za robienie opatrunku. W oczach szatyna pojawiły się łzy, gdy woda spotkała się z jego raną, lecz mimo tego próbował być dzielny. Może przez te odrobinę bólu czegoś się nauczy. Założyłem mu na sam koniec bandaż, a do jego dłoni włożyłem lizak, który wyciągnąłem z kieszeni. Niech ma i się cieszy póki mam dobry humor z rana. Gdy chłopiec zniknął za drzwiami z lekkim uśmiechem wróciłem do biurka zadowolony.
- No nie wierze. Yagen , znany również jako lekarz z piekła rodem się uśmiecha. Trzeba to chyba w kalendarzu zapisać - Zmarszczyłem brwi na sarkastyczną wypowiedź mojego współpracownika. Jest ranek, o dziwo spałem lepiej niż zazwyczaj i jestem bo herbacie. Mam prawo mieć dobry humor chociaż przez chwile w moim nieszczęsnym życiu tutaj. 
- Właśnie zniszczyłeś to święto - Syknąłem zapisując w zeszycie mojego poprzedniego pacjenta - Z rana taki jestem, więc się przyzwyczaj. O tej porze ludzie mają najmniejszą szanse by mnie wkurzyć...jednak jak się postarają jak ty na przykład to dostają za swoje. - W tym samym czasie rzuciłem w jego stronę kartą Elias'a, gdyż akurat była pod ręką. Wampir złapał ją i warknął parę słów w moją stronę, choć żadnego nie zrozumiałem. Może i lepiej? Choć miałem gdzieś to co o mnie myślał. 
- Mogę pomóc jakiemuś dzieciakowi tu przyjść... powinien ci się poprawić wtedy humor - Miałem wrażenie, że drwił ze mnie... albo przynajmniej coś mi sugeruje. 
- Nie jestem czystym pediatrą, a pedofila ze mnie nie rób - Wstałem z zamiarem zrobienia sobie herbaty. Bez niej nie dąłbym rady towarzystwa tej pijawki nie wspominając o rozmowie z nim - Po prostu posiadam coś w rodzaju... braterskiego... instynktu? - Przez chwile rozmyślałem, czy aby na pewno dobrze to określiłem, choć ostatecznie załamałem się bo to nie miało najmniejszego sensu. To po prostu źle to brzmiało. - I tak tego nie zrozumiesz -Machnąłem na niego ręką wstawiając wodę do czajniczka. 
- Skąd ta pewność? Co za dyskryminacja - Soren zaczął przeglądać kartę którą go rzuciłem. Widziałem w jego oczach mieszankę załamania i politowania. Tak... należało się mu to. - Co to ma być... ?
- Mogę się założyć o kolejną szklankę mojej krwi, że dziś też go tu zobaczymy - Rzuciłem bez wcześniejszego przemyślenia tych słów. Z resztą... po co się tym przejmować, skoro znając tego przeklętego wampira , który nie rozumie, że owoce mu szkodzą to i tak znów przyjdzie z objawami zatrucia. 
- Z chęcią bym się założył, patrząc na to,że twoja krew jest pyszna..- Uśmiechnął się lekko najwidoczniej zadowolony z mojej oferty. Od razu przeszły mnie ciarki obrzydzenia
 - Co do niego, to jak jest się imbecylem, który nie myśli co robi i nie orientuje się co może jeść, a co nie to się nie dziwię, że jest tutaj co chwilę. Są wampiry rozumne jak i parapety.. - wzdycha wywracając oczami.
- On po prostu próbuje być jak człowiek. Musisz to uszanować i delikatnie mu wpajać to, że niestety nie może zmienić swojej natury. Może jak podrośnie to w końcu zrozumie, a póki co... cóż .

- No nie wierze... masz miękkie serce - Przyłożył dłoń do policzka, a ja poczułem jak mnie krew zalewa. Czemu on mnie aż tak wnerwiał swoim bytem?
- Oj Zamknij się albo ci utnę język - Syknąłem zalewając liście herbaty. Niech to szybciej wystygnie inaczej Soren wyjdzie niebawem z tego gabinetu z poparzeniami. - Próbuj być miłym...nie... znajdzie się taki debil , co będzie na złość wszystko niszczył. Skoro tak to dobra... nie będzie porozumienia. 

- Wiesz, a może mój język czeka na obcięcie? Jak będziesz ciął, to nie zrobisz tego z kilometra, przynajmniej będziesz blisko - uśmiechnął się pod nosem. Że co proszę? Zacisnąłem dłoń na parapecie i skupiłem swój wzrok na widoku za oknem. Akurat miałem okazje zobaczyć, jak sekcja rolnicza sprawdza swoje plony, a znany mi wampir znów schował się za skrzynkami i wyjada truskawki prosto z krzaka. Otworzyłem okno i od razu się an niego wydarłem zdradzając jego kryjówkę oraz przyprawiając go o teoretyczny zawał serca. Zniknął w oka mgnieniu , co wywołało u mnie lekki uśmiech politowania. Może od tych paru owoców się nie pochoruje. 

< Soreeen? nah z tym wszystkim > 

22 cze 2018

Od Soren'a CD Yagen'a "Specjalny przypadek"


Dobrze wiedziałem, gdzie ta cholera chce mnie zaprowadzić i dałem się podejść, poprzez zagadanie. Gdzie tutaj sprawiedliwość?
Yagen pytał mnie, czy słyszałem już o zamiennikach. Halo głupi nie jestem. Jasne, że słyszałem ale mi jakoś one średnio odpowiadają. Nie lubię zwierzęcej krwi, a co dopiero jakieś steki.
Wywracam teatralnie oczami w oczekiwaniu na werdykt Todorovskija.
Co ja poradę na tak denne przepisy. Wybieram osoby, które mogą nie przetrwać, czy ja robię jakiś problem? Prędzej czy później bym tą kobietę pochowali..
Słysząc słowa jakie wypowiada tan cały szef, mało co nie parsknąłem śmiechem. Yagen mnie tutaj przyprowadził, aby się mnie pozbyć, a tu klops.
Wyszliśmy z biura, a ja głupio się uśmiechnąłem.
- Widzisz, tak się kończy dawanie mi nadzoru.. Yagen - dałem mu lekkiego pstryczka w nos i ruszyłem przed siebie.
Muszę przeleżeć resztę dnia, albo będzie źle i na prawdę rzucę się na tego chłopaka.
Wzdychając, wchodzę do pomieszczenia, z którego wydostaje się chłodne powietrze. Tak przyjemnie to chyba nikt nie ma.
Z uśmiechem na twarzy biorę szklankę i nalewam sobie whisky, dodatkowo dolewając colę. Dlaczego to robię? Pomaga mi, choć nie jest to odpowiednia metoda dla wampira, ale po prostu jakoś daje mi to ukojenie na dłużej. Nie cierpię za bardzo, gdyż mój organizm się do tego przyzwyczaił w dość dużym stopniu, a w razie czego.. jestem lekarzem, sam dam sobie radę.
***
Przed pójściem do pracy udałem się do lodówki, gdzie przechowywana była krew. Dobra, praktycznie się tam włamałem, ale cii. Gdy ją otworzyłem myślałem, że umrę. Było tego tak dużo.. wszystko dla mnie!
- Soren opanuj się i szukaj tej właściwej porcji - mój głos wewnętrzny stara się trzymać mnie na wodzy.
Poszukanie danej grupy nie było trudne, a znalezienie krwi Yagena sprawiło mi mały problem gdyż zaczęły mieszać mi się zapachy.
Po dłuższym czasie znalazłem więc odlałem szklaneczkę cieczy i przed odłożeniem na miejsce dodałem na niej napis "Moje, nikomu nie oddam ~Soren". Został tej porcji jeden dzień więc resztą pożywię się jutro.
Z uśmiechem na twarzy i szklanką cieczy w dłoni teleportowałem się do gabinetu, w którym jeszcze nikogo nie było, więc odłożyłem naczynie na moje biurko i usiadłem przeglądając kartki.
Po niedługim czasie usłyszałem głos.
- Co za cholerny krwiopijec, nigdzie go cholera nie ma - głos Yagena obił mi się o uszy, a następnie wszedł do pomieszczenia.
- Ten cholerny krwiopijec siedzi już tu od jakiś dziesięciu minut - warczę niezadowolony.
- Słuchaj, mam nadzieję, że nie zrobisz nic głupiego przez cały dzień.. - podszedł do mojego biurka i stanął na przeciwko mnie.
- Cały dzień, a noc to co? - uśmiecham się znacznie.
- C.. coś się wymyśli - zastanowił się chwilę i spojrzał na szklankę.
- Nie gap się tak bo oślepniesz... a w nocy, to co.. może jeszcze będziesz ze mną spać? - prycham biorąc szklaneczkę i upijam łyka. 
Rozkoszując się trunkiem patrzyłem wyczekująco na niego. Coś jeszcze, czy będziesz się tak patrzył w moje oczy cały dzień? - uśmiecham się złośliwie. - Patrz, masz klienta, to człowiek, więc bierz się do roboty, a nie mnie pilnujesz stercząc nade mną...

14 cze 2018

Od Yagen"a CD Soren'a "Specjalny przypadek"


No Naprawdę. Nie można go chociaż na chwile spuścić z oka, bo zaraz coś odwali. Spodziewałem się, że będzie problematyczny, ale że aż tak? Westchnąłem zażenowany patrząc na białowłosego wampira, który właśnie padł jak długi na posadzkę.  Co się właściwie stało? Czyżby posiadał jakieś ograniczenia, co do swojej mocy? Najwidoczniej tak, co szło mi wyjątkowo na rękę. Miałem jakąś świadomość, że nie może mi w ten sposób ciągle uciekać. 
Jakimś cudem udało mi się go dociągnąć do kozetki, gdzie zostawiłem go póki co w spokoju. Miałem ważniejsze rzeczy do roboty niż doglądanie czy się obudził. Musiałem jak najszybciej pobrać krew od dawców, zanieść je do Lisenki i wypełnić po tym kartoteki, by mieć w końcu resztę dnia dla siebie...póki nie znajdzie się jakiś masochista, który nie przyjdzie do mnie z byle czym. Plan częściowo idealny... właśnie...częściowo, bo nie mogę go trzymać cały czas w głównym gabinecie na kozetce, a sam mogę mieć problem z przeniesieniem go do innego pomieszczenia. Zostałem bez wyjścia, gdyż nie będę prosił kogoś o pomoc, więc pozostało mi jedynie czekać.
~~~*~~~
- Ale, że jak to no.... - Elias patrzył na mnie podejrzliwym spojrzeniem podczas gdy ja pilnowałem przebiegu oddawania krwi. Nie obawiałem się, że coś mu odwali w tym czasie. Nawet jeżeli powietrze było nasiąknięte jej zapachem, to on zachowywał się tak, jakby jej nie było.
- Po prostu tak. Nie rozumiesz tego ? - Posłałem mu niezadowolone spojrzenie podpisując kolejny woreczek z jeszcze ciepłą krwią. Podpisałem ją, a następnie podałem czerwonowłosemu, który schował ją do lodówki, a następnie wrócił z tabliczką czekolady dla pacjenta. Brawo... pomyślał.
- Nie o to chodzi. Nie chce by się mną zajmował jakiś obcy wampir, który ma sugerowany nadzór - Wyburczał odwracając wzrok. Widziałem na jego twarzy obawy, jakby serio Soren podpadł nie tylko ludziom, ale i wampirem. Kto wie...może miał parę przypadków kanibalizmu? Wszystkiego należy się spodziewać na tym świecie.
- Specjalizuje się głównie w leczeniu ludzi... ty jako wampir, który jest na tyle głupi, by żyć jak człowiek niestety po części nachodzisz na tą dziedzinę przez objawy. Ale jak przyjdziesz do mnie z czymś wampirzym, to będę w kropce, a on nie. Więc cię przepisze do niego tak jak i resztę nieuważnych krwiopijców. - Stuknąłem go parę razy palcem w czoło, póki ten nie cofnął się zakrywając owego miejsca. Zająłem się ostatnim pacjentem , by mieć już to z głowy i pójść złożyć raport. Cała ta operacja zajęła mi godzinę... wszystko przez to, że musiałem jeszcze znaleźć karty wampirów z Projketu i pozmieniać głównego lekarza. Powinienem najpierw powiadomić o tym Sorena? Nie mam jak... jego sprawa... sam się prosił na pracowanie w tym zawodzie.
Wróciłem z powrotem do gabinetu i spojrzałem na spokojnie leżącego wampira, któremu było bliżej do śpiącej królewny niż krwiożerczego potwora. Westchnął zrezygnowany, choć po części cieszyłem sie z faktu, że mam teraz nieco spokoju. Musiałem jeszcze sobie pobrac krew, co też zrobiłem. Królewicz nawet nie zareagował na to, choć normalnie powinnien chociaz się obudzić. Wiedziałem, że coś miał do mojej krwi, dlatego nie oddałem jej do ogólnego użytku. Zostawiłem ją dla niego, by nie dręczył innych ludzi. Cześć przelałem do szklanki, która postawiłem obok łóżka, zaś reszte schowałem do lodówki. Maksymalnie może tam stać 3 dni, więc na ten czas powinien dać mi jak k innym spokój. Dostawiłem krzesło obok kozetki i usiadłem na nim uważnie obserwując "pacjenta". Białe jak śnieg włosy , rysy podobne do Japończyka, lecz mimo to miał w sobie coś...innego? Może to przez jego gatunek. Czym bardziej zagłębiem się w moje rozmyślania, tym coraz bardziej odczuwalem zmęczenie. Chciałem wrócić do pokoju, lecz nie mogłem go zostawić. Problematyczny idiota. Ostrożnie ułożyłem dłonie na materacu, a na nich głowę pozwalając sobie na choć chwile odpoczynku. Znając mój sen obudze się szybciej od niego, wiec krótka drzemka nikomu by nie zaszkodziła. 

<Soren? błędy poprawie w domu na kompie xvx >

Od Yagen"a CD Soren'a "Specjalny przypadek"

Poprzednie opowiadanie

Cholerny nałogowy krwiopijec. Tylko takie określenie przychodziło mi na myśl , gdy widzę twarz tego osobnika. Dlaczego przyjęli takiego idiotę do projektu? Przecież szansa na resocjalizacje jest znikoma... a tym bardziej drogą pokojową. Że też miałem tego głupiego "farta" i musiał się dostać do tego samego gabinetu co ja. A na dodatek teleportował się do pomierzenia niedaleko mojego pokoju, przez co mogłem usłyszeć wołanie o pomoc tej kobiety. Gdyby nie ja zapewne byłaby teraz pustym ciałem bez chociaż kropli życiodajnej cieczy. Ile on musi pić by się zaspokoić? Innym wystarcza worek krwi na nawet tydzień, choć znajdują się i ci, którzy dają rade przeżyć więcej. Czemu nie może być więcej takich wampirów? 
- Idziesz ze mną - Burknąłem łapiąc go za rękaw i pociągnąłem w stronę biura założyciela. Nie mogłem tak tego zostawić... nie mam zamiaru mieć ludzi na sumieniu, które mają wpaść w jego ręce. 
- Nigdzie nie idę - No tak. Uparty jak osioł, a na dodatek widocznie wiedział co zamierzałem zrobić. Jemu potrzebny mi nadzór, a mi spokój. Jeśli mu kogoś przydzielą, to wszystkim to wyjdzie na rękę. Nawet jemu w jakiejś sprawie. 
- Nie masz tutaj w tej chwili prawa głosu. Musisz coś z sobą zrobić, gdyż wojsko w końcu cię zabije zamiast wywalić z projektu. Jesteś za dużym zagrożeniem dla ludzi poza nim, więc po prostu się ciebie pozbędą jak innych nałogowców. - Przedstawiłem mu realny plan. Nie raz widziałem poza murami ośrodka, jak wojsko znajdywało wampiry, które nie chciały współpracować z ludźmi, wiec po prostu się ich pozbywano, gdyż niosły za duże straty w ludziach. Uznawano ich za poległych w wojnie... bo w sumie tak było. Każda ofiara jest winą tej przeklętej wojny... jakby dwa tak bliskie sobie gatunki nie mogły się dogadać, tylko bez przerwy walczyły. Wampiry bez ludzi długo by nie pożyli, a ludziom potrzebna jest obecność wampirów ze względu na ich pomoc w różnych dziedzinach. Głupota obu gatunków jednak nie pozwala na porozumienie. 
- Najpierw by musieli mnie złapać, tyle lat uciekałem i jakoś mnie nie dorwali, teraz siedzę tutaj.. jak myślisz, co innego mam jeść, skoro nie mam tykać nawet ludzi? 
- Wiesz, że są wydawane dla was racje? Raz na tydzień dostajecie jeden worek ludzkiej krwi.... wystarczy się po niego zgłosić i tyle. Jakoś innym to nie przeszkadza, więc dziwne, że ty nie możesz się do tego dostosować. Są jeszcze zamienniki, które też na jakiś czas hamują głód. A ty nic... jak uparty osioł , który myśli wyłącznie o własnym zdrowiu. - Posłałem mu ostrzegawcze spojrzenie. Czemu on jest tak głupi... no czemu. - Po co dołączyłeś do projektu?
- Myślisz, że taka racja mi wystarczy na tydzień? Proszę cię taka racja wystarcza mi na maksymalnie trzy godziny. Ziemniaków ci za to nie tknę, a dołączyłem do projektu aby uciec, ścigali mnie.. chcieli mnie dopaść i urwać głowę.. nie byli to ludzie, tylko wampiry wyższe..
- To zaraz będziesz między przysłowiowym młotem a kowadłem. I nie mówię tu o warzywach czy owocach. Czy ty kiedykolwiek słyszałeś o zamiennikach? Krew zwierzęca jest bliska do ludzkiej. Niektórzy to piją, gdy nie mogą długo wytrzymać, lub chcą się nieco ograniczać do tej ludzkiej. Do tego dochodzi mięso. Nie widziałeś w stołówce jak wampiry i ludzie jedzą prawie to samo? Jednak myślałem , że jesteś mądrzejszy. - Westchnąłem zrezygnowany, choć osiągnąłem mój cel. Zająłem go rozmową, przez co nawet nie spostrzegł, że doszliśmy pod sam gabinet szefa. Teraz było za późno na odwrót, gdyż założyciel akurat miał gdzieś wyjść i nas dostrzegł znad kostki Rubika.
- Coś was do mnie sprowadza? - Rosjanin przyjął się nam uważnie. Mnie wdział dość często ze względu na raporty, lecz twarz wampira nieco go zaskoczyła.
- Chce złożyć prośbę o przydzielenie Sorenowi nadzoru. Jest on wampirem, który posiada nie bez powodu wysoką rangę , a do tego cały czas cierpi na głód - Przeszedłem od razu do konkretów. Chciałem jak najszybciej to załatwić, by móc w spokoju spać. W końcu taka procedura nie zajmuje tak dużo czasu w papierach.
- Ey... -Wampir próbował wtrącić jakiś sprzeciw, lecz przerwała mu decyzja Todorovskija.
- W takim razie , ty będziesz go nadzorował.
Zamrugałem zdziwiony przyjmując do siebie ten fakt. Że co proszę? Ja? Nie ma mowy. Prędzej zostałbym świętym niż zgodził się na taką głupotę. Mam za dużo rzeczy do roboty, a niańczenie tej pijawki jeszcze bardziej utrudni mi życie tu.
- A... Ale szefie....- Spróbowałem zaprzeczyć, lecz w tej samej chwili na moim ramieniu znalazła się dłoń blondyna.
- Życzę powodzenia. Wypełnię potrzebne papiery i od jutra będziesz go pilnował. Każde jego naruszenie regulaminu idzie również na twoje konto... jesteś tego świadom prawda?
- T..tak ale... - Po raz kolejny nie dano mi dokończyć, gdyż Rosjanin po prostu zniknął za drzwiami do swojego pokoju. No to się pięknie wpakowałem. tak to jest jak próbuje się na siłę komuś pomóc... czemu ja u licha się tak na to uparłem? Teraz za to płace... i to w najgorszy dla mnie sposób.

<Sooooren? >-< )

13 cze 2018

Od Soren'a CD Yagen'a "Specjalny przypadek"


Moje oczy otwarły się szeroko, miałem nadzieję, że zobaczę swój pokój, swoją szafkę, ale nie, leżałem na wprost wpatrzony w bliżej nie określony kolor sufitu. Gdzie ja do cholery w ogóle jestem? Zastanawiam się przez chwilę co się właściwie stało, ale po niedługich przemyśleniach doszedłem do wniosku, że przecież zemdlałem, przez moją moc. Jebane cholerstwo, zawsze sprawi problemy, kiedy nie ma tego robić. Wziąłem głębszy wdech aby się pobudzić, ale wyczułem słodki zapach, który kusił moje zmysły. Odwracając głowę w bok zauważyłem Yagena, który siedział na krześle, przy okazji mając położoną głowę na kozetce, przez co widziałem jego szyję, kusiło bardzo aby zatopić w nim kły ale się powstrzymałem. Siadając na średnio wygodnym materacu zauważyłem szklankę z czerwoną cieczą, mój żołądek bardzo dobrze wiedział, że tego potrzebuję więc wstając zabrałem szklankę i skosztowałem cieczy. Poczułem słodki smak w ustach i zacząłem się zastanawiać dlaczego ta szklanka się tutaj znajdowała, przecież zawsze mogłem iść i coś upolować. Gdy krew małym strumieniem zaczęła spływać wiedziałem kogo to krew. Jakie to do jasnej cholery pyszne. Zamruczałem pod nosem i usiadłem do biurka przeglądając stertę papierów, które tam leżały. Dlaczego wampiry muszą mieć tak bardzo obszerne karty medyczne? Otaczają mnie idioci, a rozumiem ich czasem, bo nie pogardzę szklaneczką dobrej whisky z colą, ale ja wyleczę sam siebie, bo się tego nauczyłem. Przeglądam karty od dłuższego czasu i zastanawiam się co mnie podusiło aby pracować w tym zawodzie, Yagen dał mi wszystkich debili, którzy uwielbiają krew. Wziąłem łyk czerwonej cieczy stojącej po mojej lewicy. Piję tę porcję już dłuższy czas, bo wiem, że jeśli wypił bym ją na raz, nie powstrzymałbym się aby zaatakować śpiącą królewnę. On tak czy inaczej kusi, ale staram się to ignorować i zapijać pragnienie. Ta szklaneczka to mała cząstka tego co ja piję na co dzień.
***
Zamieszałem resztą krwi w szklance i dopiłem, przy okazji słysząc, że doktorek wstaje.
Patrząc na niego uśmiechnąłem się pod nosem. Wyglądał jak mały bezbronny chłopczyk, który nie wie gdzie się znajduje.
Gdy ten już się ocknął i ziewnął przeciągle spojrzałem ponownie na stertę akt.
- Mogłeś mnie poinformować, że przepiszesz wszystkie wampiry do mnie.. - rzekłem wgapiając się jedną z kart.
- Spałeś, to twoja wina, że cię nie miałem jak poinformować.
- Świetnie... - spoglądając na zegarek dostrzegłem, że praca się skończyła i mogę udać się do siebie, więc bez zbędnych słów wyszedłem.
Wchodząc do pokoju zastanawiałem się co robić i jak zareagują na mnie moi pacjenci. Byłem nie raz wredny, oschły, wyrwałem niektórym kończyny, bądź zabijałem z zimną krwią, ale cóż. Trochę się zmieniło. Głównie moimi celami stali się ludzie z nich czerpałem dodatkowo pokarm. Wtedy miałem po prostu chęć mordu, wykraczającą poza skalę. Unormowało się to troszkę, gdy dołączyłem do projektu, ale i tak moja ranga jest wysoka i wzbudzam postrach, z czego jestem bardzo zadowolony.
Stwierdzając, że jestem wyspany, poszedłem pobiegać, nie mam co robić więc to będzie jedno z lepszych rozwiązań. Jak na moje nieszczęście kręciło się strasznie dużo osób, przez co moje łaknienie stawało się nie do zniesienia. Chwyciłem pierwszą lepszą potencjalną ofiarę i teleportowałem się w losowe miejsce z chęcią wbicia w cudną szyję zębów. Mówiłem, że jestem nałogowcem...
- Soren! - usłyszałem znajomy głos, który lekko mnie zdezorientował. Patrzyłem w dal i nie mogłem nikogo dostrzec, ani porządnie usłyszeć kroków, gdyż zagłuszał mi to płacz kobiety, którą miałem ochotę ugryźć. Nie minęło dużo czasu, a przed moimi oczyma ukazał się Yagen.
- Zostaw ją.. chcesz stąd wylecieć? - warknął zbliżając się jeszcze bardziej.
- Tak, nie .. kurwa.. nie wiem.. - potrząsnąłem lekko głową.
- Daj jej uciec..
Przez chwile nie wiedziałem co zrobić, łaknienie było silniejsze i miałem już zęby przy szyi kobiety, jednak w ostatniej chwili zniknęła z moich rąk.
- Yagen, głodny jestem.. oddaj..
- Nie licz na to.
- Na chuj w ogóle za mną łazisz? - warcząc pod nosem włożyłem ręce do kieszeni i ruszyłem szukając kolejnej ofiary, może tym razem mnie on nie dorwie, choć powiedziawszy szczerze, on jest w moim guście i patrząc nawet na jego grupę krwi, powstrzymam się aby mu czegoś nie zrobić..

< Yagen? Wybacz, że długo :c>

5 cze 2018

Od Soren'a CD Yagen'a "Specjalny przypadek"


Stojąc już przed drzwiami z ręką na klamce, nie spodziewałem się, że on wstanie z krzesła i podejdzie do mnie ze swoim mieczem. Chce mnie wystraszyć? Nie boję się broni, chyba to będzie dla niego problem. Spojrzałem tylko na niego niewyrażającym niczego wzrokiem i uśmiechnąłem się prawie niezauważalnie pod nosem.
Jak bym aż tak chciał wyjść, to bym się dawno teleportował i nawet nie zorientowałby się, kiedy zniknąłem.
Mężczyzna zaproponował mi pracę, w której miałem zastąpić maszynę. Świetna robota, ale cóż musiałem się zgodzić.
Nie było to trudne, więc po jakimś czasie skończyłem wszystkie "badania", mówiąc Yagenowi wyniki.
- Ta będzie ostatnia - po tych słowach spojrzałem w jego stronę i zauważyłem, że wyciąga z szafki strzykawkę wraz z igłą. Obserwowałem uważnie, jak pobiera sobie krew. Fascynowało mnie to, ta ciecz miała idealny kolor, a jaki zapach. Rozkoszowałem się tym, a jednocześnie ostro wkurzałem, ze względu na to, że nie mogę dobrać się do jego szyi i posmakować krwi prosto z żył.
Podając mi probówkę, zabrałem się za jej badanie. Nie powiem.. była pyszna, więc nie jest skażona, ani trochę. Większość skażonych smakuje goryczą..
Gdy skończyłem badanie, przejechałem językiem po kłach i podałem mu wyniki.
- Jesteś zdrowy.. - rzekłem, spoglądając na niego.
- Tak sądziłem - odpowiedział po chwili.
Po mojej jakże ciężkiej pracy robienia za maszynę wróciłem do papierów, które leżały na biurku.
Nie skupiałem się za bardzo na pracy, gdyż przeszkadzał mi zapach jego krwi.
Siedząc w gabinecie, odchylałem się co jakiś czas na krześle, gdyż wręcz się nudzę. Przybyło kilku pacjentów, ale oni głównie przychodzili do Yagena. Cóż, znają go pewnie dłużej, na dodatek nikt pewnie nie chce przyjść do wampira, aby nie ryzykować ugryzieniem.
Po kilku godzinach siedzenia w miejscu i patrzenia na mężczyznę przyszedł czas na przerwę obiadową.
Korciło mnie, aby teraz wyjść, ale wiem, że jak to zrobię, to nie wrócę tutaj czysty.. zamorduje kogoś, jak nic, po prostu nie ma sensu, abym wyszedł. Patrzyłem w drzwi z chęcią wyjścia, ale muszę się jak na razie opanować.
Wzdychając, podziwiam, jak mój towarzysz wstaje i wychodzi bez słowa. Cóż, on, chociaż zje sobie coś normalnego. Opierając głowę na ręce, zacząłem się zastanawiać nad sensem życia. Nie mam ochoty na nic, a szczególnie na jakąkolwiek pracę, ale cóż jakoś specjalnie nie miałem wyboru. Już wolałem zostać lekarzem niż wojownikiem, bo wiem, że bym się nie powstrzymał nawet na sekundę i każdego towarzysza broni bym się pozbył. Jebany instynkt łowcy.
***
Po dłuższym czasie doktorek powrócił, cóż nie zostało dużo pracy, gdyż mamy siedzieć tutaj jeszcze przez trzy bite godziny.
Coś cały czas nie dawało mi spokoju, przez większość pacy czułem wzrok na sobie, a jedyną osobą w pomieszczeniu był Yagen. Nie lubię cudzego wzroku na sobie, jest to bardzo irytujące, a szczególnie wtedy, kiedy mężczyzna jeszcze kilka godzin temu mierzył we mnie bronią i ognikami.
Wzdychając ciężko, chciałem wyjść z pomieszczenia, tym razem na prawdę do toalety, ale ten mnie zatrzymał.
- Gdzie idziesz? - rzekł, stając przede mną.
- Muszę się z wszystkiego zwierzać? Mam ci mówić, że na przykład idę zerżnąć kilku ludzi, bo mi się nudzi w trakcie pracy? - syknąłem, gdyż nie lubię, jak ktoś zadaje zbyt wiele zbędnych pytać.
- Nigdzie nie idziesz.. - powiedział stanowczo.
- Jesteś tego pewien? To patrz teraz - kończąc moją wypowiedź, teleportowałem się na korytarz blisko toalet. Poprawiając koszulkę, ruszyłem w stronę pomieszczenia, do którego chciałem dotrzeć w spokoju. Wszedłem tam w wiadomej sprawie. Cholera wampir też ma swoje potrzeby fizjologiczne.
Wyszedłem z kabiny po krótkim czasie i stanąłem przy umywalce, aby umyć ręce, ale usłyszałem dźwięk otwierających się drzwi. Spoglądając w lustro, dostrzegłem jego.
- Musisz za mną chodzić? Jestem nałogowcem, ale staram się hamować, mam ostatnią szansę, inaczej wylecę z projektu..
- Muszę, bo ci nie wierzę.
- Super.. - warknąłem pod nosem i chciałem się teleportować go gabinetu, lecz wywaliło mnie w jakieś losowe miejsce. Kurwa, pięknie.. dlaczego mi to robisz, głupia moco? Przeniosłem się kolejny raz, ale tym razem trafiłem do pokoju, jakiejś kobietki, która się właśnie rozbierała, chciała mnie za to walnąć, bo wrzasnęła tak głośno, że mi prawie bębenki w uszach popękały. Skandal! Zrobiłem to ostatni raz i w końcu trafiłem do gabinetu, tylko jak na złość poczułem jak moje nogi, właśnie tracą czucie. Kurwa mać! Kątem oka zobaczyłem wchodzącego do pomieszczenia Yagena, a następnie wyrżnąłem głową w biurko, gdyż urwał mi się film...
<Yageeen :3>

3 cze 2018

Od Yagen'a CD Soren'a "Specjalny przypadek"


Nie ufałem temu wampirowi. Sposób w jaki się patrzył na tego dzieciaka był dość niepokojący nawet jeżeli na koniec tak po prostu się uśmiechał. Widać było, że najchętniej zabiłby go tylko po to by zaspokoić swoją naturę. Czemu nie mógł iść po racje , które zbierałem? Dama wampirza aż tak by przez to cierpiała? Przecież nie ma prawie żądnej różnicy w tym, czy pije prosto z żył, czy przez słomkę. Pokręciłem jedynie głową, by odrzucić dalsze rozmyślenia na bok. Białowłosy wyprostował się od razu obierając drogę prosto do drzwi. Zmarszczyłem brwi podejrzliwie. Co to, to nie.
- Twoja zmiana kończy się o 15, a przerwa obiadowa jest dopiero za parę godzin, więc gdzie się wybierasz? - Odłożyłem papiery na bok wstając z ociąganiem z krzesła. Musiałem poprosić o jakieś bardziej wygodne, gdyż kość ogonowa coraz bardziej mnie bolała.
- Do toalety wyjść nie można? - Nawet się na mnie nie spojrzał. Położył dłoń na klamce, co skończyło się jedynie moją szybką reakcją. Nie wyposzczę go stąd choćbym miał za to zginąć. Wziąłem w dłoń moją broń przywołując jeden ognik. Zjawa zakręciła się wokół głowy Sorena, a ja zacząłem żałować, że nie mogę go po prostu lekko przypalić.
- Nie jestem głupi. Wracaj na krzesło, a ja zaraz dam ci co do roboty. Umiesz wykrywać skazy we krwi? - Zapytałem szukając czegokolwiek, by zaspokoić jego przeklęte pragnienie, które na bank czuł, a jednocześnie czegoś przydatnego dla mnie. - Mam parę próbek, a nie mam obecnie możliwości sprawdzenia ich, gdyż sprzęt jest w naprawie.
Ognik wyparował, lecz broń nadal miałem w pogotowi. Niech tylko lekko otworzy te drzwi, to przysięgam, że te ostrze po raz pierwszy z mojej własnowolnej winy przeleje krew wampira.
- Kiedyś wykrywałem, więc powinienem dać radę - Nowy "lekarz" spojrzał na mnie przez ramię. Zauważyłem tą lekką niechęć pomieszaną z udawaną sympatią. Nie am to jak robić dobrą minę do złej gry....
- W takim razie to robota dla ciebie - Poszedłem do drugiego pomieszczenia, gdzie ze specjalnej lodówki wyciągnąłem statyw z probówkami. - Klasyczne badania jakości... te osoby później mają oddać krew by nakarmić pozostałe wampiry.... również i ciebie, więc się postaraj - Postawiłem na biurku przedmiot, a sam wróciłem po karty owych ludzi. Musiałem w nich wypełnić to i owo, a następnie poszukać , by przyszli do gabinetu krwiodawstwa. Codzienna rutyna... tak bardzo.
Soren usiadł do biurku i wziął pierwszą z probówek, zaś ja zasiadłem na moim "wygodnym" krześle" i bawiłem się długopisem, póki tester nie powiedział co i jak. Mało mi się podobała taka współpraca, gdyż przy maszynie miałbym lepszą pewność co do wyników, lecz trzeba było sobie radzić. Osoba po osobie zapisywałem każde spostrzeżenie do niej należące. Na szczęście musiałem odrzucić tylko dwie z czternastu osób, co było dobrym wynikiem. Magazyn się ponownie zapełni na kiś czas, choć jutro czeka mnie kolejna grupa ludzi do przebadania. Nie można sobie pozwalać na zastój, gdyż taka krew może przebywać oko 3 dni w worku.
- Ta będzie ostatnia - Wyjąłem z szufladki strzykawkę, oraz igłę którą otworzyłem. Do tego doszła dezynfekcja odpowiedniej części ręki i mogłem zająć się swoimi badaniami. Lekarz też człowiek, a  zbliżała się moja kolejka. Pobrałem odpowiednią ilość czerwonej cieczy, którą następnie przelałem do wolnej probówki. Czułem na sobie wzrok wampira...lecz nieco się różnił od poprzedniego.
Poprawiłem okulary przyplącz mu się.
-Coś nie tak? - Uniosłem jedną brew w geście ciekawości. Nie powinienem był tego robić na jego oczach? Nie przesadzajmy... Powinien wiedzieć, że nie może mnie choćby tknąć.

<Sooooren?>

Od Soren'a do Yagen'a "Specjalny przypadek"


Leżałem na łóżku i patrzyłam w sufit, który o tej porze wydawał się bardzo interesujący, przez co nie miałem ochoty wstawać z miękkiego materaca. Zacząłem powoli się zastanawiać, czy dobrym wyborem był dołączenie do zawodu lekarza? Czy ja umiem się powstrzymać przed atakami? Czy w ogóle dobrym pomysłem było dołączenie do tego projektu?
Przeczesując dłonią włosy, spojrzałem na zegar, który wskazywał godzinę piątą. Po cholerę poszedłem tak wcześnie spać? Chciałem iść na polowanie, ale grozi mi wylecenie z projektu, cóż.. może po pracy kogoś upoluje, przecież nikt się nie dowie, jak się teleportuje z ofiarą na drugi koniec tego, jakże uroczego miasta.
Moja praca zaczyna się dopiero po godzinie ósmej, przez co moją głowę zalewa wiele pytań, na które nie znam odpowiedzi.
Będąc jeszcze poza projektem, udzielałem pomocy poszkodowanym wampirom, na tyle ile mogłem, cóż zażył się nie jeden, co przychodził do mnie z głupim bólem palca, gdzie nic nie było, bo stwierdził, że z chęcią na mnie popatrzy, ale zdarzały się ofermy losu, które były jeszcze raz starsze, a jadły, co popadnie. Debilem trzeba się urodzić.
Wzdychając tak, zobaczyłem, że wybiła godzina siódma, więc zacząłem się powoli zbierać. Zgramoliłem się z łóżka, w którym spałem tylko w spodniach dresowych, cóż nie lubię spać w pełnym ubiorze..
Głód doskwierał coraz bardziej, a ja zaczynałem powoli wariować..
Potrząsając głową, spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Miałem po prostu dość, umrę tu jak nic, ale trudno..
Na uszykowaniu się zeszła mi godzina, gdyż nie spieszyło mi się. Wychodząc z pokoju, miałem pięć minut, aby być pod drzwiami gabinetu. Będąc przed drzwiami, wziąłem głęboki wdech i otworzyłem drzwi, do pomieszczenia, w którym siedział facet.. najzwyklejszy facet.
- Ty jesteś Soren Kiryu? - z jego ust padło pytanie, choć patrząc na jego twarz, nie był zachwycony moim przybyciem.
- Tak, to ja - rzekłem bez zastanowienia.
Przeczesując włosy, wziąłem trochę głębszy wdech, przez co wyczułem to.. wyczułem jaką grupę krwi ma mężczyzna. Nie, dlaczego los jest dla mnie aż tak okrutny?
Przejechałem językiem po zębach. Z wielką chęcią rzuciłbym się na niego, wbijając swoje kły w jego szyję.
- Soren, nie możesz, wylecisz stąd i tyle z ciebie będzie pożytku.. - usłyszałem głos w mej głowie.
Starałem się uspokoić pragnienie, lecz nie było to łatwe, facet działał na mnie jak płachta na byka.
Usiadłem przy biurku, które było odsunięte na dość sporą odległość, co mnie można powiedzieć, ratowało.
- Dużo przypadków? - zapytałem niepewnie, starając się pohamować.
- Nie, choć niektórzy są po prostu głupi.. - odpowiedział na pytanie, odchylając się na krześle.
Cóż miałem robić, nie ma sensu się aktualnie odzywać, gdyż jeszcze mi coś odbije i będzie po zabawie. Wylecę z projektu i znów będę się włóczył bez celu.
Zacząłem przeglądać papiery, które dotyczyły przypadków, jakie tutaj przychodzą. Dlaczego to zawsze wampiry muszą być najczęstszymi klientami, z powodu bólu brzucha, bo coś zjadły nietypowego?
Po co w ogóle próbować takich rzeczy, skoro jest się wampirem..
Westchnąłem ciężko, unosząc wzrok na właśnie otwierające się drzwi.
Do pomieszczenia wszedł chłopak, miał może z dwanaście lat, przynajmniej na takiego wyglądał.
Pan w krótkich spodenkach odesłał go do mnie. Kurde, jemu jest aż tak ciepło, że chodzi w taką pogodę w spodenkach?
Chłopiec patrzył na mnie lekko zdezorientowany, cóż, miał opatrunek na ręce.
Opowiedział mi, co się stało, a następnie poprosił o przeczyszczenie rany, z której sączy się tak pysznie wyglądająca krew. Z przyzwyczajenia przejechałem językiem po zębach i wziąłem głębszy wdech, podczas odwijania prowizorycznego opatrunku. Zerówka, no proszę, dość smaczny z niego kąsek. W tej chwili miałem rozdarcie wewnętrzne, które nie dawało mi spokoju. Doktorek posiadał moją ulubioną grupę krwi, a dzieciak bardzo smaczną.
- Weź się, powstrzymaj idioto.. skończ robotę i idź później zapolować.
Głód rósł z każdą chwilą. Opatrzyłem chłopczykowi rękę, wyrzucając starą gazę jak najdalej mnie.
- Zjedz go.. - moja podświadomość mówiła mi jasno co mam zrobić, lecz biłem się cholernie z myślami. W tym momencie patrzyłem chwilowo w podłogę, ale czułem na sobie wzrok drugiego lekarza.
- Skończone.. - powiedziałem do małolata, a następnie się uśmiechnąłem. On podziękował i wyszedł.
Wstałem z niewygodnej pozycji, jaką jest kucanie. Nie patrząc na nic, chciałem po prostu wyjść, pragnienie jest silniejsze, ale podchodząc do drzwi, gdy już miałem dłoń na klamce, usłyszałem pytanie od mężczyzny...

2 cze 2018

Od Yagena do Soren'a "Specjalny przypadek"

- Ile razy ci już mówiłem, byś tego nie jadł? - Miły dzień zaczął się oczywiście mniej miłym przypadkiem z którym spotykam się zdecydowanie coraz częściej. Wiosna...sezon truskawkowy przyciąga do siebie ich smakoszy, lecz nikt nie przemyślał, że wampiry nie mogą ich za bardzo spożywać. A przynajmniej niektóre wampiry zapominają o tym co mogą jeść, a co nie.
- To jest 3 raz w tym tygodniu - Słaby głos czerwonowłosego chłopaka dotarł do mnie znad miseczki. Masochista... po co to jeść, jak po jakimś czasie znów będę musiał mu podawać leki wywołujące wymioty, by jego organizm nie zatruł się zbytnio.
- A za którym razem to do ciebie dotrze? - Posłałem mu chłodne spojrzenie nalewając do szklanki czystą wodę, po czym podałem mu ją. Na to pytanie nie odpowiedział mi słowem, a typowym dla niego grymasem. Zapewne i tak za parę dni wróci tu do mnie z tym samym problemem. Niektóre wampiry są po prostu uparte i głupie.
Pokręciłem zrezygnowany głową i wróciłem do biurka. Nie miałem dziś ochoty na wykładanie wampirowi to co powinien jeść... na jego rozum jest już po prostu za późno. Musiałem się bardziej oszczędzać, gdyż dodano mi jeszcze jeden problem, który zapewne za szybko się nie odczepi. Znalazł się jakiś śmiałem, co podjął się pracy lekarza, choć szefostwo wiedziało, że sam sobie daje rade z tą zgrają masochistów. Ale nie... na misjach potrzebny jest lekarz, a w tym czasie nie ma się kto zajmować pacjentami na terenie placówki. Głupia  logika.
- Lepiej?  Mam robotę - Mruknąłem nie podnosząc głowy znad papierów. - I wyprzedzając twoje pytanie... nie nie możesz - Dodałem po chwili wyłapując lekki ruch kątem oka. Nie mam zamiaru mu dawać słodyczy ... jeszcze bardziej się pochoruje i będzie na mnie.
- Już idę... - Wampir westchnął tylko i poszedł w kierunku drzwi. Wróci w przeciągu paru dni.
Znów zostałem sam w moim królestwie, więc delikatnie przechyliłem się na krześle patrząc na śnieżnobiały sufit. Zdjąłem również okulary, które wyjątkowo zaczęły mi ciążyć na nosie i odłożyłem je na biurko ciesząc się tą chwilą ciszy.
W końcu sam.... 
Zamknąłem oczy chcąc się wyciszyć. Miałem nadzieje, że potrwam w tym stanie choć chwile, lecz charakterystyczny dźwięk pięści uderzającej w moje drzwi wszystko zepsuło.Leniwie wyprostowałem się by spojrzeć na mężczyznę o białych włosach. Nie widziałem go tu wcześniej, co już mnie zaciekawiło. Do tego dochodziła dziwna aura jaka się wokół niego roznosiła. Wampir? Możliwe.
- Ty jesteś Soren Kiryu? - Uniosłem jedną brew prostując się na krześle i zakładając z powrotem okulary na nos. Czytałem jego kartę wcześniej, więc wiedziałem co nie co. Mało mi się podobał patrząc na rangę, czy na sam fakt, że zdarzały mu się ataki. Miałem tylko nadziej, że nie będzie mi zawracał głowy głupotami i zna się co nie co na tej pracy.

<Soren?>